Biografia ks. Stanisława Steca - fragment
Streszczenie Wspomnień o Ks. Stanisławie Stec
Pod Redakcją Marii Niemiec
Książka ta jest dopiero redagowana, ale ze względu na 18-tą rocznicę śmierci ks. Stanisława, która przypada na dzień 22 IX 2008r - postanowiliśmy opublikować jej fragmenty.Ponadto proponujemy uzewnętrznienie naszej pamięci i miłości do byłego naszego Proboszcza. To uzewnętrznienie będzie polegało na tym, że cała Parafia w Niedźwiedzy przyjdzie w dzień Wszystkich Świętych - ze zniczami i ułoży je w kształcie serca. To wielkie świetliste serce będzie ułożone przed grobem ks. Stanisława przez całe 8 dni, tj. od 1 do 8 listopada. Myślę, że ten gest stanie się piękną tradycją na następne lata. Niech świat się dowie, jak Niedźwiedza kocha Bożych szafarzy.
Niech ten gest będzie swoistą formą błagalną o powołania kapłańskie i zakonne w parafii Niedźwiedza.
Oto fragmenty powstającej książki:
Ojciec ks. Stanisława: Józef Stec był wdowcem po śmierci pierwszej żony: Anny Firlej. Sam wychowywał syna Michała, gdy postanowił po raz drugi zawrzeć związek małżeński. Jego wybranką była Stanisława Cich, urodzoną dnia 22.09.1888r w Piotrkowicach. Rodzice Stanisławy: Marcin Cich i Katarzyna z domu Banach byli rolnikami. Ślub wdowca Józefa i Stanisławy rolniczki miał miejsce w kościele parafialnym w Piotrkowicach, w dniu 08.03.1916 roku. Po zawarciu związku małżeńskiego Stanisława opuściła swoich rodziców i zamieszkała w domu swego męża w Tuchowie nr 88, który znajdował się nad rzeczką Biała. Tu, dnia 10 września 1917r. urodził im się syn Stanisław.
Rodzice chrzestni: Marceli Wojtanowski - rolnik i Franciszka Stec - żona Franciszka
Przynieśli dziecko do chrztu w piątym dniu po urodzeniu. Stanisław przyjął chrzest dnia 15 września1917r. z rąk wikariusza ks. Michała Gruszkowskiego, w kościele parafialnym pod wezwaniem św. Jakuba w Tuchowie...Stanisław miał również dwie siostry: Zofię i Adelę...
Do szkoły podstawowej uczęszczał w Tuchowie...
Egzamin dojrzałości złożył w 1937r w Tarnowie.
Po ukończeniu studiów seminaryjnych, otrzymał, dnia 9 sierpnia 1942r, świecenia kapłańskie z rąk bpa E. Komara.
Po święceniach pracował jako wikariusz następujących parafiach:
- Wietrzychowicach (od 13 VIII 1942),
- Straszęcinie (od 20 IV 1945r),
- Zawadzie k. Dębicy (od 23 VIII 1948),
- Sobolowie (od 1 2 VII 1951r)
- Tymowej (od 10 XI 1954).
Następnie od dnia 15.07.1958r. został zamianowany wikariuszem eksponowanym w Niedźwiedzy...
On to był pierwszym proboszczem, gdy w dniu 29 IX 1975 nastąpiło oficjalne erygowanie parafii w Niedźwiedzy.
Świadectwo Parafian
W kwietniu 2008r Sołtys wsi Niedźwiedza, Janusz Malinowski rozesłał ankietę z zapytaniem: co chciałbyś napisać o śp. Ks. Stanisławie Stecu. Trzydzieści siedem osób wypowiedziały się na ten temat.
Wszyscy niemal jednomyślnie stwierdzili, że był niezwykle skromnym i pokornym człowiekiem. Wszystkich ujął swoją dobrocią i cichością. Wiele osób podkreślała również jego pracowitość, pobożność, wierność Bogu, Kościołowi i swemu powołaniu, a także rzadko spotykaną wolność serca od rzeczy materialnych i światowych.
Możemy się tylko domyślić, że nie było mu łatwo. Przecież rozpoczynał swą kapłańską posługą w czasie II wojny światowej. Po wojnie wcale nie było lżej. Praktycznie całe życie pracował w warunkach totalitaryzmu komunistycznego. Katecheza została wyrzucona ze szkoły. Na czas lekcji religii, ks. Stanisław przyjmował nas na plebanii. W lecie uczył nas w kościele.
Po 32 latach pracy w Niedźwiedzy, zrezygnował ze stanowiska proboszcza (23 VIII 1990), ale wkrótce zmarł (22 IX 1990).Pochowany został na cmentarzu parafii Niedźwiedza. Uroczystościom pogrzebowym przewodniczył bp J. Gucwa, który podczas homilii mówił, że "ksiądz Stanisław był pasterzem oddanym w pełnym zaufaniu Bogu. Nie żył dla siebie, umiał tracić swe życie dla dobra powierzonej Mu Chrystusowej Owczarni".
Biskup Józef Gucwa mówił dalej, że takich księży to jest jeden na tysiąc, nawiązując do jego pokory i wolności serca od przywiązań do rzeczy materialnych.
Nie da się zliczyć tych niezastąpionych posług, jakie świadczył nam ludziom. Przecież był szafarzem Bożego zbawienia. Rozgrzeszał, karmił Bożym Ciałem, uczył miłością odpowiadać na Bożą miłość. Setki osób ochrzcił, przygotował do pierwszej Komunii św. Niezliczoną ilość par małżeńskich pobłogosławił, niezliczonej liczbie osób towarzyszył w ostatniej drodze na wieczny spoczynek w Bogu.
Niech Bóg sam będzie nagrodą Drogiemu księdzu Stanisławowi.
W Tm miejscu i ja pragnę Ci księże Proboszczu, jako Jego uczennica, podziękować za kapłańskie i ojcowskie serce. Za to, że uczyłeś mnie wiary w Boga w okresie dzieciństwa i starałeś się ją umacniać. Za to, że zaufałeś mi i oceniałeś wysoko. Twoje piątki zawsze mnie mobilizowały, by na nie zasłużyć. Dziękuję, że kierowałeś mój wzrok w górę, a nie w dół. Nigdy mnie nie upokorzyłeś, chociaż byłam najbiedniejszym dzieckiem pod słońcem. Ogromnie raduje się serce moje, że mogę Ci się odwdzięczyć pisząc tę biografię.
Niedźwiedza, jest parafią ludzi niezwykle wdzięcznych Panu Bogu za Eucharystię i kapłanów.
Niedźwiedza wciąż dziękuje Bogu i Kościołowi św., że dał nam tak świątobliwego kapłana.
Niedźwiedza odebrał go jak PROMYK Bożej dobroci zesłany nam z nieba. Moje pokolenie wciąż grzeje się w cieniu tego "Promienia".
Dałby Bóg, że nie tylko patronem szkoły, ale też patronem Niedźwiedzy zostanie nazwany. Tak naprawdę to nieoficjalnym patronem Niedźwiedzy to on już jest. Ja wierzę, że ks. Stec nas nie opuścił i nie zapomniał o nas. Ufam, że wstawia się za nami u Boga. Nie tylko on. Mamy jeszcze kilka skutecznych orędowników w niebie, ale o tych "innych" napiszę później, w oddzielnej biografii.
Ks. Stanisław Stec - za sprawą swego długoletniego życia i pracy duszpasterskiej w naszej parafii, jest uważany za jednego z nas. Niedźwiedzanie już dawno, w swych sercach, wpisali go jako honorowego obywatela Niedźwiedzy. Jest i pozostanie u siebie. To jest nasz ksiądz, przysłany nam od Matki Bożej Tuchowskiej.
Niedźwiedza, składa podziękowanie Rodzicom Ks. Stanisława: Józefowi i Stanisławie Stecom z Tuchowa za dar syna dla Boga i dla nas. Modlimy się szczęście wieczne również dla nich.
22.09.2008. 08:54
emigrantka rocznik 1957 pisze 27.08.2009. 22:54
Z góry proszę o wybaczenie, że w tym miejscu to czynię, ale tak przy okazji pragnę wspomnieć księdza Teodora Szarwarka, który zastępował podczas choroby śp. księdza Steca. Miało to miejsce w latach 1971/72. Pamiętam dokładnie. ponieważ przygotował moją klasę do sakramentu bierzmowania. Nie muszę opowiadać z jaką ochotą braliśmy udział w lekcjach religii. Mam nadzieję, że parafianie niedźwiedzcy tez Go miło wspominają. Szukając w internecie ks. Szarwarka - odkryłam, że jest On autorem wielu książek religijnych, wydawanych w Diecezji Tarnowskiej. Pozdrawiam jak zawsze serdecznie wszystkich mieszkańców Niedźwiedzy i zachęcam do wspomnień :-)
Władysław Niemiec pisze 26.08.2009. 20:51
Ponieważ forum działa, tyle tylko ze z pewnym opóźnieniem, bo rzeczywiście wpisywano zbyt luzackie (opinia administratora która potwierdzam) i napastliwe komentarze, postanowiłem zatem odnieść sie do jeszcze jednej kwestii.
Mimo iż- jak wspomniałem wcześniej- byłem dzieckiem, kiedy ksiądz Stec przybył do Niedźwiedzy, to pamiętam również doskonale (choć wydawało się wówczas że trwa to wieki, choć był to tylko rok czasu) wcześniejszy pobyt i późniejsze pożegnanie księdza Władysława Wójcika.
Mój rocznik 1950 był chyba jedyny, który pierwszą Komunię Świętą przyjął z rąk tegoż kapłana, będąc przez niego przygotowany do tego wydarzenia.
Ksiądz Wójcik był człowiekiem młodym i pogodnym, ślizgającym się w czasie kolędy na butach wraz z ministrantami i młodym wówczas organistą "naszym" Gustkiem.
Pamiętam jak w dniu św. Szczepana zgodnie ze zwyczajem posypano z "chóru" owsem na księdza. Ksiądz Wójcik z uśmiechem na twarzy zrobił unik, a owies wylądował na tacy. Niestety (a może i słusznie, bo kościół to nie igrzyska) ksiądz Stec nie zaakceptował już tego zwyczaju- dając temu swój charakterystyczny i znany wyraz twarzy, i w ciągu następnych lat, jeśli już sypano owsem to tylko przed kościołem.
Trochę zgrzytów było też później z Pasterką- z początkiem pobytu księdza Steca, jako że trzeźwość nie była mocną stroną uczestników Pasterki, a to niestety odczuwaliśmy nawet my, będący wówczas dziećmi.
Kiedy więc żegnano nagle- po rocznym pobycie- księdza Wójcika, niemal cały kościół szlochał- głównie panie ale nie tylko, tak jakby się cały świat zawalił.
Jednak nowy- choć już nie młody- ksiądz Stec, zaskoczył parafian swoją tężyzną, i może nie wszyscy już pamiętają, także dosyć profesjonalną umiejętnością władania kosą.
Ksiądz Stec był całe życie wierny sutannie, którą nosił jakby druga skórę (w przeciwieństwie do tego co można zobaczyć dzisiaj), ale w czasie koszenia- szczególnie zboża- w porze słońca, od pasa w górę był nieodziany czy jak kto woli rozebrany.
Na tym zakończę swój trochę prowokujący temat, aby zachęcić do polemiki.
Chciałbym kiedyś kiedyś jeszcze, poruszyć kwestię zdarzeń nadprzyrodzonych, które za przyczyną czy pośrednictwem księdza Steca zdarzyć się miały, a o czym mówił ksiądz Karwat krótko po jego śmierci.
Jakoś nie pamiętam, by którykolwiek z jego pozostałych następów (a było ich trochę), coś na ten temat później wspominał.
pozdrawiam serdecznie z Gliwic
Duży szacunek dla osób które znały księdza Steca znacznie dłużej niż moje pokolenie, ciekawie poczytać takie wspomnienia.
Nie zależnie od tego kto na ile i jak długo znał Proboszcza, pamiętać o nim powinniśmy wszyscy.
Takim dobrym znakiem tej pamięci może być wspólna pomoc w odnowieniu/stworzeniu grobowca na cmentarzu w Niedzwiedzy.
Obecnie jest b. skromna tablica, mało estetyczne płyty i niezadbany kawałek ziemi a moim zdaniem ksiądz Stec zasługuje na coś lepszego.
Pozostawiam temat do dyskusji.
emigrantka rocznik 1957 pisze 06.08.2009. 09:47
Mam nadzieję, że my, emigranci niedźwiedzcy, dowiemy się w porę, o wydaniu zapowiadanej biografii śp. ks. Steca. Jestem zainteresowania zakupem pozycji.Może uda sie ją wydać na 20-tą rocznicę Jego śmierci. Będę niecierpliwie czekać. Zyczę autorce powodzenia. Pozdrawiam serdecznie!
Władysław Niemiec pisze 04.08.2009. 19:33
Byłem dzieckiem kiedy ksiądz St. Stec przybył do Niedźwiedzy, a później ministrantem, kiedy pełnił funkcję nieformalnego proboszcza w mojej rodzinnej miejscowości, no i także- a może przede wszystkim, jego uczniem na lekcjach religii. Los chciał że wkrótce potem, "wybyłem" na Śląsk z rodzinnej wsi.
Powiadomiony o jego nagłej choć spodziewanej śmierci, przywdziałem galowy mundur górnika, aby tym gestem wyrazić swoją cześć swojemu nauczycielowi i kapłanowi.
Wywołałem tym ubiorem pewne zakłopotanie księdza Karwata, który wylegitymowawszy mnie "kto i po co", przydzielił mnie do regimentu Straży Ogniowej, abym swoim wyglądem nie niepokoił pozostałych uczestników.
Przypomnę że pogrzeb miał miejsce w rok po politycznych niewiarygodnych przemianach, kiedy mundur wszelaki źle kojarzono ze świątynią.
Teraz muszę wyznać szczerze, że jestem nieco zdumiony z tego oto powodu, iż po upływie niemal roku od "wklejenia" tego prognostyka o książce, zapanowało takie dziwne milczenie.
A tyle mieliśmy do powiedzenia (i mówiliśmy) ciepłych słów, o naszym księdzu i "do niego" podczas pogrzebu.
Przeczytawszy jednak to, co w wielkim skrócie zostało udostępnione opinii publicznej o naszym czcigodnym księdzu, jestem pełen podziwu dla autorki, gdyż nie znałem wielu okoliczności, jakie miały miejsce w jego życiorysie przed przybyciem do Niedźwiedzy.
Książka zapowiada się więc moim zdaniem bardzo ciekawie, a fakt że ktoś się za to dzieło w ogóle zabrał, zasługuje na nie mniejsze uznanie.
Życzę więc serdecznie aby nic nie stanęło na przeszkodzie w kontynuowaniu no i ukończeniu owego działa. Życzę więc przede wszystkim zdrowia jego autorce, oraz łatwości w dostępie do ciekawych i możliwie wszystkich źródeł informacji.
Szczęść Boże (w.n)
Dodaj swój komentarz
* = wymagane pole